Zmiany duże, ale statystycznie na 100 osób w wieku 65+ dłużników nadal jest niewielu
Najwięcej seniorów z długami na Górnym i Dolnym Śląsku

Zmiany duże, ale statystycznie na 100 osób w wieku 65+ dłużników nadal jest niewielu
Najwięcej seniorów z długami na Górnym i Dolnym Śląsku

Oferta mobilna BIK
Głównym założeniem aplikacji Mój BIK jest bieżący dostęp do swojej historii kredytowej. Klient od razu po zalogowaniu do aplikacji zobaczy wskaźniki, które pokazują zawsze aktualny stan jego kredytów. Dzięki temu może szybko skontrolować terminowość spłat lub łączną kwotę pozostałą do spłaty. Sprawdzi też swoją ocenę punktową BIK (tzw. scoring).
W wariancie rozszerzonym oferty mobilnej klient zyskuje praktycznie nielimitowany dostęp do Raportu BIK. Dzięki temu może szczegółowo sprawdzać swoją historię kredytową nawet codziennie, bez dodatkowych opłat. W wariancie podstawowym dostęp do Raportu BIK jest dodatkowo płatny za każdą aktualizację.
Aktualny Raport BIK umożliwia skorzystanie z Analizatora Kredytowego BIK – narzędzia do oceny szans na kredyt. Analizator bierze pod uwagę nie tylko dochody i wydatki, tak jak inne kalkulatory kredytowe. Jako jedyne narzędzie tego typu uwzględnia również historię kredytową w BIK – tak, jak robią to banki.
Aplikacja Mój BIK pomaga też chronić się przed wyłudzeniami na skradzione dane. W obu wariantach oferty dostępne są Alerty BIK: powiadomienia 24/7 o próbach wyłudzenia i opóźnieniach w spłacie kredytów i pożyczek. W aplikacji można też zastrzec swój dokument tożsamości oraz włączyć Zastrzeżenie Kredytowe.
Każdy, kto pobierze aplikację Mój BIK może też skorzystać z BIK Protect. To dodatkowa, bezpłatna funkcja aplikacji, która sprawdza ustawienia telefonu pod kątem bezpieczeństwa – jeśli program znajdzie jakieś niepokojące ustawienia, to poinformuje i podpowie Klientowi, co warto zmienić.
Oferta mobilna BIK jest dostępna zarówno dla klientów indywidualnych, jak i mikrofirm.
BIK rozszerza dostęp do informacji dla klientów mobilnych
BIK jest największym źródłem informacji o kredytach i pożyczkach w Polsce. Wie o tym już ponad milion Polaków, którzy korzystają z oferty BIK na www.bik.pl. Teraz klienci zyskują nowy kanał dostępu do swojej historii kredytowej. Wśród obecnych i nowych klientów BIK jest z pewnością wielu użytkowników mobilnych, którzy czekali na aplikację mobilną.
Aby skorzystać z oferty mobilnej BIK, po pobraniu aplikacji, klient potwierdza swoją tożsamość. To kluczowe w aplikacji Mój BIK, gdyż chodzi o dostęp do danych objętych tajemnicą bankową. Cały proces jest bardzo prosty, nie powinien potrwać dłużej niż kilkanaście minut.
W trosce o bezpieczeństwo swoich danych, klient przy każdorazowym uruchomieniu Aplikacji korzysta ze zdefiniowanego przez siebie hasła PIN. Opcjonalnie może skorzystać z biometrii, czyli weryfikować się za pomocą twarzy lub palca (o ile umożliwia to funkcja posiadanego smartfona).
Z aplikacji mogą korzystać także dotychczasowi klienci, korzystający z oferty BIK na www.bik.pl. W tym celu nie muszą od nowa przechodzić procesu rejestracji wystarczy, że po pobraniu aplikacji Mój BIK powiążą smartfon ze swoim dotychczasowym kontem w BIK. Cały proces zajmie tylko kilka minut.
Aplikacja Mój BIK odpowiedzią na potrzeby klientów
W wyniku pandemii zwiększyła się liczba użytkowników internetu oraz aplikacji mobilnych. Aż 80% respondentów wrześniowego badania opinii, pt. „Cyberbezpieczeństwo Polaków” potwierdziło aktywne korzystanie z różnych aplikacji na urządzeniach mobilnych. Z kolei o rosnącej popularności mobilnej bankowości dowodzi Raport NetB@nk za III kw. 2020 r. Wynika z niego, że liczba użytkowników korzystających z aplikacji mobilnych banków wzrosła o ponad 750 tys. w porównaniu do II kwartału, a w ujęciu rocznym zwiększyła się aż o 31%.
– Uruchomiliśmy aplikację Mój BIK, ponieważ chcemy być z naszą ofertą jeszcze bliżej klientów. Coraz więcej osób chce mieć informacje szybko, „tu i teraz”. Aplikacja Mój BIK odpowiada na tę potrzebę. Wystarczy sięgnąć po swój smartfon, by niezależnie od tego, gdzie się jest, kontrolować swoje finanse – mówi Marcin Gozdek, dyrektor Departamentu Rynku Detalicznego BIK.
– Myślę, że aplikacja Mój BIK jest przydatna dla wszystkich osób, które już spłacają swoje kredyty i pożyczki, a jest to 15 milionów Polaków. Oprócz tego nasza aplikacja pomaga chronić się przed wyłudzeniami – tym powinni być zainteresowani wszyscy dorośli Polacy – dodaje.
Źródło: www.bik.pl
Prawie 11 proc. mikro, małych i średnich firm wskazywało, że w minionym roku istniało realne ryzyko zlikwidowania ich biznesu, wynika z badania przeprowadzonego przez Keralla Research na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor w IV kw. 2020 r. O takim niebezpieczeństwie przede wszystkim mówiły firmy mikro zatrudniające od 1 do 9 osób (16,1 proc.) i małe, gdzie pracuje 10-49 osób (10,5 proc.). Zdecydowanie pewniej czuły się natomiast średnie podmioty (50-249 zatrudnionych), bo tylko 1 proc. z nich dostrzegało ryzyko upadłości.
Uwaga na płynność finansową
Najczęstszymi powodami ryzyka likwidacji, wymienianymi w badaniu, był spadek płynności finansowej (66 proc.), odwołanie kontraktów i gwałtowny odpływ zamówień (39,6 proc.), a także wzrost kosztów prowadzenia działalności (20,8 proc.).

Źródło: badanie Keralla Research dla BIG InfoMonitor
Poczucie zagrożenia zamknięciem, najpowszechniejsze było w firmach usługowych (18,9 proc.) i transportowych (16 proc.), znacznie rzadsze w produkcyjnych (6,7 proc.) czy handlowych (4,1 proc.). Takiego niebezpieczeństwa nie dostrzegały natomiast firmy budowlane.
Według danych Głównego Urzędu Statystycznego listopad był kolejnym miesiącem, w którym zanotowano przyrost liczby podmiotów z zawieszoną działalnością (o 3,1 proc.), a jednocześnie o 23,5 proc. spadła liczba firm nowo zarejestrowanych w porównaniu do poprzedniego miesiąca (w październiku spadek wyniósł 7,6 proc.).
Biorąc pod uwagę sekcje PKD największy wzrost liczby podmiotów z zawieszoną działalnością w porównaniu do poprzedniego miesiąca GUS odnotował w sekcji kultura, rozrywka i rekreacja (6,8 proc.), a także wśród firm zajmujących się administrowaniem i działalnością wspierającą, gdzie mieści się m.in. turystyka oraz organizatorzy targów i kongresów (4,5 proc.), transportem i gospodarką magazynową (4,1 proc.) oraz zakwaterowaniem i gastronomią (3,8 proc.). Z kolei, choć najczęściej wyrejestrowywały się firmy handlowe i budowlane, to w tych kategoriach było też najwięcej rejestracji nowych podmiotów.
– W związku z bardzo szybko zmieniającą się sytuacją gospodarczą obserwujemy odpowiadającą tym zmianom dynamikę wśród przedsiębiorców. Z jednej strony z miesiąca na miesiąc rośnie liczba firm zmuszonych zawiesić działalność, a z drugiej, spada liczba nowych rejestracji. To pokazuje, że prowadzenie działalności biznesowej staje się trudniejsze i obarczone coraz większym ryzykiem. Potwierdzają to wyniki naszego cyklicznego badania, w którym widać, że w obliczu ryzyka utraty płynności finansowej co dziesiąta firma miała do czynienia z wysokim prawdopodobieństwem zakończenia funkcjonowania – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.
Więcej niewypłacalności, więcej upadłości
Optymizmem nie napawają również statystyki dotyczące upadłości i restrukturyzacji firm. W ciągu 11 miesięcy minionego roku ich liczba wyniosła łącznie 1200 (544 upadłości i 656 restrukturyzacji) i było ich o jedną czwartą więcej niż w tym samym okresie 2019 r. (542 upadłości i 419 restrukturyzacji) – wynika z analizy Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej. Przy czym po raz pierwszy liczba restrukturyzacji przekroczyła liczbę upadłości firm m.in. za sprawą uproszczonego postępowania o zatwierdzenie układu. Tylko przez cztery miesiące od lipca do października po uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne sięgnęło 207 firm.
– Rosnąca liczba niewypłacalnych firm to też wyższe ryzyko działania dla ich dostawców. Koniec końców to na nich przenoszone są też problemy firm, które przestają sobie radzić. Nie dzieje się to przecież z dnia na dzień, lecz jest to postępujący proces – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak i zachęca, by gruntownie sprawdzać partnerów biznesowych m.in. pod kątem zaległości zgłoszonych do rejestru dłużników prowadzonego przez BIG. – Wpis informujący o nieuregulowanym zobowiązaniu to z pewnością sygnał, którego nie należy ignorować – dodaje.
Więcej: www.big.pl
Banki wypłacają nam najniższe odsetki w historii
Według danych NBP w listopadzie 2020 r. (najnowsze dostępne dane) zdecydowaną większość (78%) pieniędzy zgromadzonych w bankach trzymaliśmy na kontach. Ich średnie oprocentowanie spadło do zaledwie 0,04% (średnia dla ROR i oszczędnościowych).
Kwota odsetek wypłaconych klientom w listopadzie wyniosła 1,28 mld zł, czyli najmniej odkąd NBP publikuje takie dane (od grudnia 1996 roku)
Na lokatach natomiast drastycznie spadła zarówno ulokowana kwota (-75 mld zł od stycznia 2020 r.), jak i średnie oprocentowanie (z 1,42% w styczniu 2020 r. do 0,58% w listopadzie 2020 r.).
Przeniesienie znacznej części oszczędności na konta i spadek oprocentowania sprawiły, że kwota odsetek wypłaconych klientom w listopadzie wyniosła 1,28 mld zł, czyli najmniej odkąd NBP publikuje takie dane (od grudnia 1996 roku). Warto dodać, że miało to miejsce w momencie, gdy mieliśmy w bankach najwięcej pieniędzy w historii (970 mld zł).
Odsetki od kredytu 20-krotnie wyższe niż od oszczędności
Średnie oprocentowanie dla wszystkich ulokowanych w bankach pieniędzy (biorąc pod uwagę zarówno zwykłych klientów, jak i przedsiębiorstwa niefinansowe) wyniosło w listopadzie 0,14%.
Przeciętne oprocentowanie wypłaconych w tym czasie kredytów hipotecznych wyniosło natomiast 2,89%. Jak już wspomnieliśmy był to najniższy poziom w historii. Oznacza to jednak, że przy kredycie hipotecznym banki naliczają 20-krotnie wyższe odsetki niż same wypłacają klientom, którzy ulokowali w nich oszczędności.
Czy w Polsce możliwe są kredyty na 0%?
Skoro w Polsce klienci powierzają bankom pieniądze niemal bez odsetek (0,14%), to może banki również powinny pożyczać z niemal zerowym oprocentowaniem? Byłoby to możliwe, gdyby znaczna część kredytów była finansowana poprzez listy zastawne i gdyby istniał na nie tak duży popyt, jak w Danii. Ten rynek dopiero się jednak u nas rozwija.
Obecnie banki pozyskują pieniądze głównie poprzez konta i lokaty. To generuje natomiast pewne ryzyko. Klienci w każdej chwili mogą wycofać swoje oszczędności.
Istnieje szansa na to, że w tym roku pojawi się oferta kredytu hipotecznego z oprocentowaniem niższym niż 2%
Dodatkowo oprocentowanie na nich jest zmienne i może nagle wzrosnąć. Żeby pokryć to ryzyko oprocentowanie kredytu musi być wyższe. Poza tym koszty kredytu zawyża podatek bankowy, czy wysokie składki na BFG.
Szansa na kredyty z oprocentowaniem niższym niż 2%
Kredytów z oprocentowaniem bliskim zera w najbliższym czasie nie zobaczymy. Istnieje jednak szansa, że już niedługo będą jeszcze tańsze niż obecnie.
Najpierw prezes NBP zasugerował, że być może w I kwartale 2021 r. zostaną obniżone stopy procentowe.
Teraz GUS podał, że inflacja w grudniu wyniosła tylko 2,3%. Zaskakująco niski wzrost cen zwiększa prawdopodobieństwo obniżki stóp, co przełożyłoby się na spadek oprocentowania kredytów.
Istnieje więc szansa na to, że w tym roku pojawi się oferta kredytu hipotecznego z oprocentowaniem niższym niż 2%.

Jarosław Sadowski,
Główny analityk Expander Advisors.
Źródło: aleBank.pl
Uwaga na ujawniony PESEL – niebezpieczeństwo wyłudzenia
Lista osób do szczepienia – uwaga na kradzież danych
Jeśli nie mamy pewności odnośnie zabezpieczeń danej instytucji
Bądź przezorny – aktywuj Alerty BIK
Oszczędzanie na czarną godzinę
Pandemia i wynikające z niej ograniczenia aktywności ekonomicznej w minionym roku mocno wpłynęły na decyzje finansowe Polaków.
Jak wynika z opracowanego przez Związek Banków Polskich raportu InfoKREDYT aż 35 proc. Polaków wskazuje, iż obecna sytuacja zwiększa ich skłonność do oszczędzania. Ponadto niespełna co trzeci pytany podkreśla, iż w związku z bieżącą sytuacją ogranicza on drobne domowe wydatki (29 proc.), a co piąty zrezygnował także z większych inwestycji, takich jak zakup samochodu lub mieszkania. Niepewność co do bieżącej sytuacji gospodarczej sprawia, iż Polacy trzymają w swoich portfelach znacznie więcej oszczędności niż przed rokiem. Według danych KNF depozyty gospodarstw domowych na koniec września 2020 r. wynosiły 986,7 mld zł. Oznacza to, iż w ciągu ostatnich 12 miesięcy Polacy zwiększyli poziom swoich oszczędności o ponad 10 proc.
Mniejsze zainteresowanie kredytami
Jak wynika z raportu InfoKREDYT zadłużenie gospodarstw domowych wobec sektora bankowego na koniec września 2020 roku wyniosło 767,5 mld zł, co oznacza jedynie nieznaczny wzrost w stosunku do roku ubiegłego (o 3,2 proc.).
Niewielka tendencja wzrostowa, a także okres względnej stagnacji na rynku kredytowym dostrzeżony został także przez bankowców. Jak wynika z przeprowadzonej przez Związek Banków Polskich ankiety niespełna 40 proc. pytanych o zdanie bankowców wskazuje, iż zainteresowanie produktami kredytowymi jest nieco lub znacznie niższe niż w latach ubiegłych. Wciąż najbardziej popularnym produktem kredytowym jest kredyt gotówkowy (64 proc. wskazań), który częściej niż przed rokiem służył pokryciu zakupu lub remontu mieszkania – podkreśla to obecnie 35 proc. badanych, wobec 30 proc. w 2019 roku. Większa skłonność do oszczędzania sprawia z kolei, iż Polacy nie mają dotychczas problemu ze spłatą swoich zobowiązań. Jak wynika z przeprowadzonego badania aż 49 proc. pytanych o zdanie bankowców nie zauważa istotnych opóźnień w spłatach kredytów po okresie zawieszenia spłacalności rat kredytów.
Pandemia w portfelu Polaka
Walka z pandemią nie tylko wpłynęła na recesję gospodarczą, ale także na stan finansów osobistych Polaków.
Jak wynika z badań Związku Banków Polskich aż 48 proc. Polaków wskazuje, iż od początku pandemii stan ich finansów nieznacznie lub zdecydowanie się pogorszył.
Wśród negatywnych skutków recesji gospodarczej najczęściej doświadczanymi są: obniżona pensja (21 proc.), mniejszy wymiar pracy (15 proc.) lub całkowita utrata pracy (10 proc.). Stosunkowo niewielki odsetek Polaków deklaruje całkowitą zmianę formy pracy na pracę zdalną, co przyznaje jedynie 13 proc. pytanych. Optymizmem może napawać fakt, iż dla niespełna połowa ankietowanych pandemia nie wpłynęła w sposób bezpośredni na ich aktywność zawodową. Zauważając potrzebę odkładania części swoich dochodów Polacy coraz częściej dostrzegają także konieczność tworzenia odpowiednich programów zachęcających do długoterminowego oszczędzania. Co trzeci pytany o to Polak zgadza się ze stwierdzeniem, iż obecnie powinny być wdrażane publiczne programy wspierające gospodarstwa domowe w długoterminowym oszczędzaniu. Z tezą tą zgadzają się także bankowcy. Jak wynika z badań zrealizowanych przez Związek Banków Polskich, tę ideę wspiera aż ponad 80 proc. z nich.
Raport do pobrania na stronie: www.aleBank.pl
Jak widać w tabeli, poszczególne ubezpieczenia mogą być dobrowolne lub obowiązkowe. Zależy to od rodzaju umowy lub działalności.
Przy umowie o pracę sprawa jest prosta: jest ona zawsze oskładkowana i zapewnia pełną ochronę ubezpieczeniową.
Umowa o dzieło nie jest oskładkowana – pod warunkiem, że jest jedynym źródłem przychodu. Przepisy Tarczy antykryzysowej wprowadziły obowiązek informowania Zakład Ubezpieczeń Społecznych o umowach o dzieło zawieranych od 1 stycznia 2021 roku. ZUS musi prowadzić ewidencję takich umów.
Przy działalności gospodarczej i umowie zlecenia, obowiązkowe są wszystkie ubezpieczenia oprócz chorobowego.
Umowa zlecenia a status studenta
Jeśli nie ukończyłeś 26 lat i w czasie studiów wykonujesz pracę na podstawie umowy zlecenia, to zleceniodawca nie będzie płacił za Ciebie żadnych składek.
ZUS uznaje Cię za studenta (dla celów ubezpieczeń społecznych) od daty przyjęcia na studia i złożenia ślubowania lub od 1 października, jeśli ślubowanie miało miejsce później. Status studenta tracisz z dniem ukończenia studiów. Jest to:
Status studenta a przerwa w studiach
Nie każda przerwa w studiowaniu wiąże się z utratą statusu studenta. Przykładem jest urlop dziekański. Jeśli masz mniej niż 26 lat, wykonujesz umowę zlecenia i weźmiesz popularną „dziekankę”, w okresie tego urlopu umowa pozostanie nieoskładkowana. Obowiązek ubezpieczeń wystąpi dopiero, gdy ukończysz/przerwiesz studia lub skończysz 26 lat.
Interesujący jest przypadek studentów pomiędzy studiami pierwszego i drugiego stopnia. Według ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce (art. 109 ust. 2a) osoba, która ukończyła studia pierwszego stopnia, zachowuje prawa studenta do dnia 31 października roku, w którym ukończyła te studia. Ale „prawa studenta” to nie to samo co „status studenta”.
To znaczy, że w okresie pomiędzy ukończeniem studiów I stopnia a rozpoczęciem studiów II stopnia (albo 30 września, jeśli immatrykulacja następuje później niż 1 października) takiego zleceniobiorcę obowiązują ogólne zasady ubezpieczeń społecznych.
Przykład: Justyna ma 22 lata. 28 czerwca ukończyła studia pierwszego stopnia. Od 1 października zamierza kontynuować naukę na studiach magisterskich. W czasie wakacji, od 1 lipca do 31 sierpnia, będzie pracowała w galerii handlowej na podstawie umowy zlecenia. Justyna zostanie więc objęta obowiązkowymi ubezpieczeniami: emerytalnym, rentowym, wypadkowym i zdrowotnym. Ubezpieczenie chorobowe jest dobrowolne.
O czym jeszcze warto pamiętać?
Krzysztof Piskorz
Koordynator ds. komunikacji społecznej i edukacji
ZUS Oddział w Lublinie
Obecnie rośnie popularność mobilnych form płatności, takich jak BLIK, Apple Pay czy Google Pay. Nadal jednak karty kredytowe to powszechny sposób płatności za usługi i produkty kupowane w Internecie.
W polskim systemie bankowym funkcjonuje 6,3 mln rachunków kart kredytowych. Faktycznie samych kart, tzw. plastików jest więcej, gdyż do jednego rachunku może być wydanych więcej niż jedna karta. Obecnie 5 milionów osób korzysta z kart kredytowych.
Z obserwacji BIK wynika, że liczba klientów używających ten środek płatniczy jest stabilna – od 2018 roku nie zmienia się znacząco. Podobnie, na porównywalnym poziomie, utrzymuje się liczba kart z saldem powyżej 200 złotych. W 2018 r. takich aktywnych kart było to 3,72 mln, w 2019 r. 3,95 mln, a w listopadzie 2020 r. to 3,65 mln sztuk.
W ciągu 11 miesięcy 2020 r. otwarto blisko 674 mln rachunków kart kredytowych o wartość limitów prawie 4 mld zł. W listopadzie 2020 r. banki wydały 55,8 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 322 mln zł. Średnio miesięcznie w 2020 r. wydawano 61 tys. kart kredytowych, co oznacza spadek w stosunku do 2019 r. o 40%.

Trend spadkowy widoczny był już od początku 2020 r. Jednym z powodów tego zjawiska może być przyjęta przez większość banków strategia koncentracji wydawnictwa kart tylko na segmencie klientów znanych bankowi.
– Niegdyś karta kredytowa była sprzedawana jako element innej transakcji, np. przy udzielaniu kredytu hipotecznego w ramach tzw. cross sellingu, a często wręcz warunkowała daną transakcję. Obecne regulacje odnośnie kredytu hipotecznego wykluczają tego typu uwarunkowanie. Innym powodem niższego wydawnictwa kart może być duży spadek stawek interchange, co istotnie obniżyło opłacalność tego produktu z perspektywy banku – tłumaczy prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIK.
Szkodowość kart kredytowych mierzona BIK Indeksem Jakości Portfela Kart Kredytowych wynosiła w listopadzie 2020 r. 2,7%. Plasuje to zatem karty na drugim miejscu w porównaniu do szkodowości kredytów gotówkowych (3,65%). Limity kartowe należą do jednych z bardziej ryzykownych produktów kredytowych, stąd naturalna ostrożność do ich przyznawania przez banki nowym, nieznanym dotychczas klientom, co jest istotne zwłaszcza w okresie niepewności wywołanej pandemią.
Więcej: www.bik.pl
Jak wynika z cokwartalnego badania wykonywanego wśród 500 mikro, małych i średnich firm, w ostatnim kwartale roku, problem faktur przeterminowanych o co najmniej dwa miesiące zaczyna dotyczyć zdecydowanie większej grupy biznesów. Gdy przez trzy pierwsze kwartały roku odsetek firm narzekających na takie zaległości ze strony odbiorców stopniowo malał, z 50 proc. w 2019 r. do 33 proc. w trzecim kwartale br., w ostatnich miesiącach wzrósł gwałtownie o 12,6 pkt. proc. do niemal 46 proc. – pokazuje badanie Instytutu Keralla Research zrealizowane dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.
Najbardziej znaczącą zmianę widać w przypadku branży handlowej, gdzie jeszcze trzy miesiące wcześniej na niesolidność odbiorców skarżyło się 29 proc. firm, a teraz już robi to zdecydowana większość (63 proc.). Udział przedsiębiorstw z niesolidnymi odbiorcami podwoił się też wśród firm usługowych – z 19 do 43 proc., a w budownictwie podwyższył o ponad połowę, do 38 proc. W przemyśle pozostał bez zmian na poziomie 41 proc., a w transporcie obniżył się z 44 do 37 proc.

Źródło: badanie Keralla Research dla BIG InfoMonitor
– Obserwujemy już, że taki obrót sprawy wywołuje zmiany w zachowaniu firm zmuszonych wyczekiwać na zapłatę. Spada poziom empatii i przybywa przekonanych, iż teraz trzeba myśleć głównie o sobie i porzucić wyrozumiałość dla niepłacących zobowiązań partnerów. Niesolidność płatnicza, która uchodziła w okresie dobrej koniunktury i przez pierwsze miesiące pandemii, przestaje być tolerowana. Wierzyciele sami znajdują się w trudnej sytuacji i trudno im tak jak wcześniej przymykać oko na opóźnienia, z myślą o utrzymaniu dobrych relacji z kontrahentem. Boją się też, że jeśli będą zbyt długo czekać, a dłużnik ogłosi niewypłacalność nie odzyskają nic. W efekcie przybywa chętnych do sięgania po pomoc windykacji – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.
Co trzecia firma mówi, że powodem problemów z kontrahentem jest Covid-19
Choć niepłacących partnerów biznesowych przybywa, to jednak w ocenie wierzycieli z moralnością w rozliczeniach B2B jest lepiej. Spadł bowiem, z 25 do 11 proc., odsetek przedsiębiorstw, które mówią, że dłużnik nie płaci im dlatego, że po prostu kredytuje się ich kosztem. W rezultacie, na liście powodów opóźnień, przyczyna ta spadła z trzeciego na czwarte miejsce, w porównaniu z okresem sprzed Covid-19. W czołówce jest przekonanie, że „sami nie otrzymują płatności na czas, dlatego opóźniają”, „pandemia COVID-19” (po 33 proc.) i „mają stałe problemy z utrzymaniem płynności, są niewypłacalni” (32 proc.). Dopiero na czwartej pozycji znalazła się „polityka kredytowania się innymi firmami” (11 proc.).
Odpowiedzi te pokazują również, że pandemia daje się coraz bardziej we znaki i z każdym miesiącem trudniej jest stawić jej czoła. Gdy jeszcze w trzecim kwartale na problemy z płatnościami ze strony odbiorców spowodowane pandemią wskazywało około jednej piątej firm, teraz już mówi o tym jedna trzecia. Najczęściej koronakryzys obwiniają firmy małe oraz reprezentujące handel. Natomiast zdaniem usługodawców, którym również mocno przybyło niesolidnych płatników, głównym powodem jest ich niewypłacalność.
Walka z kryzysem, walka z zaległościami
Choć sytuacja gospodarcza w IV kwartale nie nastraja optymistycznie, przedsiębiorcy nie oddają łatwo pola. Wśród najczęściej wymienianych działań mających na celu utrzymanie płynności finansowej sektora MSP wymieniane są: wykorzystanie rządowych programów pomocowych (36 proc.) i zawieszenie spłaty raty kredytu (3,8 proc.), ale także wstrzymanie planów inwestycyjnych (21,6 proc.).
– Jednocześnie spada cierpliwość do dłużników. Firmy, które wcześniej reagowały ad hoc, na pojawiające się problemy i dawały wielokrotnie szansę niepłacącym kontrahentom, gdy od terminu płatności mija 30 dni, a ich samodzielne starania nie przynoszą rezultatu, zaczynają poszukiwać pomocy w windykacji zewnętrznej. Chętniej korzystają m.in. z oferowanego przez BIG wezwania do zapłaty, z zapowiedzią zgłoszenia do rejestru, czy samego wpisu dłużnika do rejestru. Dojrzewają do tego, by wszystko ułożyć i wystandaryzować, aby nie trzeba było za każdym razem, gdy odbiorca nie płaci, zastanawiać się co robić – mówi Sławomir Grzelczak.
Ponad 40 proc. firm dopomina się o zwrot swoich należności, z tego prawie 17 proc. deklaruje rygorystyczne podejście do kontrahentów opóźniających regulowanie swoich zobowiązań.
Coraz więcej firm przekonuje się, że dobre relacje z kontrahentami i windykowanie należności zasadniczo nie stoją w sprzeczności. Absolutna większość (85,5 proc.) przyznaje, że jak już w praktyce dochodziło do rzeczywistego ściągania zaległych faktur, nie miało to wpływu ani na ich dobre relacje z partnerami, ani na utratę przyszłych kontraktów.
Na koniec września zaległości przedsiębiorstw widoczne w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz w bazie BIK zbliżyły się do 34,4 mld zł, od marca wzrosły o ponad 1,2 mld zł. Problemy z rozliczeniami z partnerami biznesowymi i bankami miało o ponad 6 tys. firm więcej niż po I kw. tego roku, łącznie niemal 321 tys. działających, zawieszonych i zamkniętych przedsiębiorstw.
Więcej na: www.big.pl
Nie ulega wątpliwości, że tegoroczne święta, zarówno w krótszej, jak i dłuższej perspektywie, mogą być obciążone skutkami gospodarczymi, wynikającymi z pandemii koronawirusa. Nie dziwi więc fakt, że wobec niepewności gospodarczej, Polacy chcieliby możliwie zoptymalizować to ile wydadzą na upominki dla bliskich, jak wysoką choinkę kupią czy jak duże porcje karpia przewidują podczas kolacji wigilijnej.

Według badania przeprowadzonego pod koniec listopada br. na zlecenie ZBP, blisko 75% ankietowanych nie zamierza wydać łącznie na święta więcej niż 1000 zł, z czego 40% planuje zmieścić się w kwocie dwukrotnie niższej. Oczywiście, należy pamiętać, że są to kwoty deklarowane indywidualnie, a łączne przychody gospodarstw domowych tworzy często więcej niż jedna osoba. Kwoty te mogłyby być wyższe, gdyby udało się wcześniej nieco zaoszczędzić w tym celu. Tymczasem, jak wynika z raportu, 3 na 4 Polaków w ogóle nie odkładało pieniędzy z myślą o świętach, a jedynie 15% przyznało, że przez cały rok oszczędziło na ten cel do 500 zł.
Zmiany w postawach konsumenckich odzwierciedlają też dane dotyczące kredytów. Wprawdzie, według listopadowego „Monitora Bankowego” przygotowywanego na zlecenie ZBP, 60% bankowców zauważyło wzrost zainteresowania kredytami konsumpcyjnymi, z największą popularnością kredytów w przedziale 3000–5000 zł (42%). Jednak jak wynika z danych Biura Informacji Kredytowej od początku roku banki udzieliły blisko 2,3 miliona kredytów gotówkowych tj. o ponad 30% mniej niż przed rokiem. Sytuację nieco poprawiają kredyty ratalne, których udzielono nieco ponad 2,8 miliona sztuk i w tym przypadku mamy wzrost rok do roku o około 3%.